Łapy

Dziś jest:
poniedziałek, 18.12
-5°C
wtorek, 19.12
-3°C
środa, 20.12
0°C
Imieniny:
Gracjana i Bogusława
Solenizantom życzymy wszystkiego najlepszego!
Strona główna Aktualności

Adam Protasiewicz - niezwykle pozytywny człowiek

2017-12-01 09:52
Opublikował: Administrator
W niedzielę, 3 grudnia wszyscy chętni mogą wziąć udział w Grand Prix Bindugi - do mety z ADAMEM. Jest to inicjatywa biegaczy, biorących udział w cyklu biegowym, stworzonym przez dyrektora OKF Adama Protasiewicza, który zmarł nagle 24 listopada. W ten bliski sercu Pana Adama sposób przyjaciele chcą uczcić Jego pamięć.

Każdy, kto współpracował, przyjaźnił się czy zetknął w innej życiowej sytuacji z Adamem Protasiewiczem wie, jak skromnym i zawsze pełnym pozytywnej energii był człowiekiem. Poza tym, że był pomysłodawcą i organizatorem mnóstwa imprez sportowych w Łapach potrafił również w barwny i emocjonalny sposób relacjonować ich przebieg. Pisał bardzo osobiście i ciepło o każdym uczestniku. Teraz te dobre słowa do Niego wracają…

- Czułam ogromną potrzebę podzielenia się tym, co chciałabym, by inni o Nim wiedzieli – napisała do nas Magdalena Falkowska, w imieniu przyjaciół, koleżanek i kolegów biegaczy oraz uczestników tegorocznych wydarzeń organizowanych przez OKF w Łapach, przesyłając serdeczne wspomnienia o Adamie Protasiewiczu oraz zdjęcia, które publikujemy poniżej:

Adam Protasiewicz

zdjecie5.jpg

Nigdy nie narzekał. Niejednego ponuraka podnosił na duchu swoim niepowtarzalnym poczuciem humoru i dystansem do samego siebie (fot. Tomasz Łapiński)

Człowiek niezwykły, pełen zapału, dobroci i niebanalnego poczucia humoru. Pasjonat sportu, dobrej zabawy, a nawet połączenia wszystkiego w jedno. To Osoba, która tryskała i zarażała dobrą energią w każdych okolicznościach. Nie było mowy o nudzie czy niezręcznej ciszy… Adam odnajdywał się w rozmowie z każdą napotkaną osobą, przez co zyskał sobie wielu Przyjaciół. Może to zbyt mocne słowo, ale tak szczerej relacji, jaką utrzymywało się z tym Człowiekiem, nie da się nazwać inaczej, jak przyjaźnią, która tak naprawdę ma wiele obliczy.

Z perspektywy czasu możemy zobaczyć, jak wiele dobrego Adam wniósł w codzienność mieszkańców Łap. Jako dyrektor Ośrodka Kultury Fizycznej zapewniał nam atrakcje sportowe przez cały rok - od zimowej jazdy na lodowisku boiskowym, poprzez rywalizacje sportowe w różnych dziedzinach na stadionie, wyjazdy na pływalnię, piłkarskie przedszkole, zajęcia dla seniorów, mecze siatkarskie latem, treningi dla biegaczy i nordic walking, wieloletnie zawody biegowe im. Waldemara Kikolskiego, Triathlon Bagienny, wakacyjne wypady na kajaki w Uhowie, aż po całoroczny cykl biegów Grand Prix Bindugi. Pracy nad tym wszystkim było niemało… Jak już ktoś wcześniej zauważył, Adam Protasiewicz żył i odszedł robiąc, to co kochał… W biegu. Żył tym, co dawało Jemu największą radość. Sportem, aktywnością, planami i ciągłym ulepszaniem tego, co dla nas było już wyjątkowo atrakcyjne.

Adam był nadzwyczaj skromny. Na pierwszym miejscu zawsze był dla Niego drugi człowiek. Nigdy nie chwalił się sukcesami, jakie udało się osiągnąć ośrodkowi. Wszystkie dobre słowa kierował do tych, którzy przyczyniali się do realizacji wszelkich planów. Adamowi jakość wydarzeń nadawali uczestnicy - najważniejszym aspektem była obecność i radość tych, którzy ochoczo brali udział w imprezach, jakie oferował OKF. Nie spotkałam w swoim życiu drugiego, tak bardzo szczerego, bezinteresownego i pełnego wdzięczności Człowieka…

Pamiętam ostatni dzień naszego spotkania i strasznie żałuję, że było to aż 3 tygodnie temu. Finał Grand Prix Bindugi, 5 listopada. Słoneczna niedziela, jak zwykle, wielu stawiło się na zakończenie całorocznego cyklu biegów  na niespełna 9-kilometrowej trasie. Każdy z nas był przepełniony mnóstwem emocji naraz - radość, podziw, smutek, niedosyt, żal i niecierpliwe oczekiwanie na kolejną edycję… Po uroczystym wręczeniu nagród wszyscy się wzajemnie żegnali z poczuciem, że w nadchodzących miesiącach czegoś zabraknie. Nie będzie już zaklepanej każdej pierwszej niedzieli, nie będzie szukania wolnego miejsca w aucie na dojazd, nie będzie kombinowania, z kim zostawić dzieci, czy też zabrać je ze sobą. A teraz nie będzie już także barwnych komentarzy o każdym z zawodników. Pierwsza niedziela miesiąca była takim dniem, w którym każdy mógł czuć się wyróżniony dobrym słowem z jednoczesnym oklaskiem kibiców. Tamtego popołudnia nikt z nas nie przypuszczał, że po finale tak wiele się zmieni… Wciąż mam w głowie ostatnią wymianę zdań z Adamem Protasiewiczem, której część nie daje mi spokoju: “Magdalenka, dziękuję ci z całego serca za twoje zaangażowanie i mam nadzieję, że mogę na ciebie liczyć w przyszłości”. Nigdy nie zapomnę tej rozmowy… Nawet nie zdążyłam Mu powiedzieć, że to ja jestem niezmiernie wdzięczna za te 12 pięknych miesięcy… Za spełnienie mojego maleńkiego marzenia, którym było “coś więcej niż tylko jeden bieg w roku” im. Waldka Kikolskiego. Ciągłe dojeżdżanie na zawody zaczęło mnie już trochę irytować - dlaczego nikt nie zrobi czegoś więcej w Łapach? Dlaczego wciąż musiałam gdzieś jeździć, żeby wystartować w gronie znajomych? Nigdy nie mówiłam o tym głośno, a jednak ktoś o tym pomyślał… Dla mnie to była fantastyczna wiadomość. Z miejsca zaczęłam zasypywać przyjaciół informacjami typu: “słuchajcie, jest bieg u mnie w Łapach, po lesie, nad rzeką, bez wpisowego, będzie super, przyjeżdżajcie!!!”. I przyjechali! Raz, drugi, trzeci, dwunasty… Niektórzy co miesiąc, inni dla fun’u, dla odmiany pobiegać w nowym miejscu, zamiast człapać samotnie po miejskich asfaltach i betonie. Ta frekwencja była czymś, co napawało entuzjazmem mnie i Adama. Widziałam radość i zdumienie w Jego oczach, kiedy na starcie stanęła rekordowa liczba zawodników. Dla mnie było najważniejszym przyciągnięcie jak najwięcej uczestników, a dla Niego, aby każdy z nich miał jak najlepsze wspomnienia po biegu i chciał tu do nas wracać. Chyba się nam udało…

Realizacja planów, jakie potrafią w szybkim tempie wpaść człowiekowi do głowy, wcale nie jest taka łatwa. Szczególnie wtedy, gdy idei jest wiele, a brakuje czasu, ludzi i pieniędzy. Miniony rok jest dowodem na to, że dla niektórych nie ma rzeczy niemożliwych, zwłaszcza dla kogoś z takim zapałem, jaki miał Adam Protasiewicz. Człowiek-torpeda. Nie czekał na to, aż pojawi się ktoś z propozycją. To On tworzył koncepcje, które w przemyślany sposób i z pomocą serdecznych ludzi, przekształcały się w działania. Nigdy nie przypisał sobie sukcesu, a przecież ktoś to jednak rozwijał. Szczególne podziękowania kierował do sponsorów wydarzeń, o których wcale nie było tak łatwo, a także wolontariuszy i swoich współpracowników. Tak ogromne zaangażowanie wzbudzało zadowolenie wszystkich dookoła, a że dobro powraca, to ono dawało napęd do kolejnych działań, które już rodziły się w głowie… Pan Adam nikomu nie narzucał się ze swoją inicjatywą, ale nie potrafił też odpuścić. Pamiętam, jak zamartwiał się znalezieniem sponsorów nagród na zakończenie cyklu Grand Prix Bindugi - najpiękniejszego, moim zdaniem, zrealizowanego projektu w Łapach. Binduga, jak nigdy, co miesiąc tętniła życiem, mieniła się kolorową lawiną biegaczy pędzących przez leśne i polne ścieżki, wzdłuż Narwi i pośród kwitnącego wrzosowiska. Nie zabrakło nigdy widzów, którzy chętnie przychodzili na stadion i kibicowali ścigającym się zawodnikom. Ostatecznie wszystko poszło zgodnie z planem, z trudem zrealizowanym, ale dopiętym na ostatni guzik… Nie zapomnę tego zatroskanego tonu w głosie, z którego jasno wynikało, jak bardzo Adam chce nagrodzić każdego uczestnika za konsekwentny udział w zawodach, za wysiłek, za pojedynek z samym sobą i innymi na trasie. On dokładnie to znał, bo sam wielokrotnie walczył ze swoimi słabościami podczas treningu. Pamiętał także o tych, którzy nie startowali, a z dobrej woli włożyli całe serca w oprawę, zabezpieczenie i uwiecznienie na fotografiach każdej z następujących imprez. Ta wdzięczna postawa pokazuje, ile ten Człowiek był w stanie poświęcić dla innych. Własny czas, nerwy, zmartwienia, kto wie, może i cząstkę własnego zdrowia. Osoba przepracowana, żyjąca na pełnych obrotach, w każdej chwili narażona jest na przemęczenie. Mimo tego, Protasiewicz nie zwalniał… Pobiegł za marzeniami najszybciej i najdalej, jak tylko mógł, a nam pozostawił swoje wszystkie trofea, o które teraz powinniśmy się zatroszczyć i ponownie wrzucić je na “najwyższe obroty”.


zdjęcie (główne) - Był Przyjacielem, bez względu na różnicę wieku... I wzrostu. :) Liczyła się wspólna pasja, serdeczność i zwyczajna nić sympatii. Na zdjęciu Adam Protasiewicz z Magdaleną Falkowską (fot. OKF).
zdjęcie 1 - Zawsze otoczony tymi, którzy Go uwielbiają - a tego już nic nie zmieni. Był dla nas, a my dla Niego (fot. Tomasz Łapiński).
zdjęcie 2 - Był nie tylko inicjatorem i pomysłodawcą, ale także aktywnym uczestnikiem treningów sponsorowanych przez PKO BP (fot. BBL Łapy).
zdjęcie 3 - Potrafił zintegrować dzieci z młodzieżą i dorosłymi, a nawet nauczycieli z uczniami, w drużynowej akcji charytatywno-sportowej (fot. BBL Łapy).
zdjęcie 4 - Był Przyjacielem, bez względu na różnicę wieku... I wzrostu. :) Liczyła się wspólna pasja, serdeczność i zwyczajna nić sympatii (fot. OKF).
 

 

Magdalena Falkowska, Biegam Bo Lubię Łapy

w imieniu Przyjaciół, Koleżanek i Kolegów Biegaczy

oraz Uczestników tegorocznych wydarzeń organizowanych przez OKF w Łapach

  • Adam Protasiewicz - niezwykle pozytywny człowiek
  • Adam Protasiewicz - niezwykle pozytywny człowiek
  • Adam Protasiewicz - niezwykle pozytywny człowiek
Podziel się

Najnowsze wiadomości